FORUM OCALIĆ OD ZAPOMNIENIA Strona Główna FORUM OCALIĆ OD ZAPOMNIENIA
ROK ZAŁ. 2006

www.stowarzyszeniebastion.com

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat

Tagi tematu: szessc, weekendow, wehrmachtem

Sześœć weekendów z Wehrmachtem
Autor Wiadomość
jaszka 
zastępca komendanta drużyny



Dołączyła: 20 Paź 2006
Posty: 449
Skąd: Inowrocław
Wysłany: Śro 16 Sty, 2008 23:07   Sześœć weekendów z Wehrmachtem

Kiedy serwer wyeliminował zmarłych, z siedmiu tysięcy pozostały 42 osoby. Romuald Kulik wydrukował listę i pojechał do Niemiec. Pytał żołnierzy, co robili, kiedy płonęła Warszawa



By dojechać do Ericha do Turyngii, Romuald Kulik wstał o piątej rano. O dziesiątej włączył dyktafon. - Najpierw czułem, że to fajna zabawa takie palenie miasta, ale po kilku dniach przestało mi się podobać -wspominał Erich. - Zaczynało brakować jedzenia. Nie było nawet zupy, tylko chleb ze smalcem i gorąca herbata. Konserw nikt nie jadł, bo były przeterminowane i baliśœmy się zatrucia.



Romuald dostał prezent i zaczął szukać Niemców



28-letni Romuald mieszka z rodzicami pod Opolem. Pisze bajki dla dzieci i wiersze, które publikuje w niskonakładowych wydawnictwach literackich. Dwie jego bajki wydrukował kiedyśœ "Miśœ". W weekendy pracuje dorywczo w firmie kurierskiej. Jest pomocnikiem od przesyłek wielkogabarytowych.



W sierpniu 2004 roku dostał od dziewczyny "Kronikę Powstania Warszawskiego". Wcześœniej w Warszawie nigdy nie był. Książka go wciągnęła.



- Ale brakowało mi w niej relacji Niemców. Zacząłem szukać w bibliotekach, w internecie, ale nigdzie nie natknąłem się na takie zapisy. Wtedy pomyśœlałem sobie, że skoro historycy do nich nie dotarli, to ja to zrobię -mówi Romek. -Czemu? Nie wiem czemu. Po prostu chciałem wiedzieć.



Johann i Joseph mówią niewiele, a Heinrich recytuje z pamięci



W 1989 roku mała monachijska oficyna wydała książeczkę "Warschauer Aufstand". Zawierała imienny wykaz niemieckich żołnierzy walczących w Powstaniu Warszawskim, ich stopień i ewentualnie datę śœmierci. Publikacją niewielkiego wydawnictwa słynącego z drukowania nacjonalistycznych tekstów zainteresowali się historycy. Alarmowali, że zawiera mnóstwo nieśœcisłośœci. Protestowali też Niemcy, których w książce uśœmiercono, i ci, którzy nigdy nie byli w Warszawie. Pod groźbą procesów wydawca wycofał trzytysięczny nakład.



Romek zdobył wykaz przez zaprzyjaźnionego poetę z Berlina. Znajomy informatyk przez dwa miesiące wklepywał do wyszukiwarki internetowej siedem tysięcy nazwisk. Mógł znaleźć adres i telefon każdego żyjącego z listy, bo w Niemczech nie ma ochrony danych osobowych.



Serwer sam eliminował zmarłych. Zostały do sprawdzenia 42 osoby. W ostatnie wakacje sześœciu zgodziło się spotkać. W weekendy, bo w tygodniu Romek nie mógł ich odwiedzić, ponieważ pracował przy kapslowaniu butelek w Bremie.



Ale do trzech jechał niepotrzebnie. Bo Johann powiedział, że nigdy nie był w Polsce, Joseph był dwukrotnie, ale w Zgorzelcu na zakupach, a Heinrich opowiadał o walkach na placu Trzech Krzyży tak, jakby recytował wykutą na blachę notatkę z podręcznika. Przyjął Romka w przedpokoju i nie pozwolił mu zadać pierwszego pytania. - Ja żałuję, że się zgodziłem na tę rozmowę. U was to Powstanie to mit narodowy i bez względu na to, co powiem, wasza polska propaganda i tak przetworzy moje słowa, by Niemcy wyszli na śœwinie. Tak się teraz u was robi - powiedział i się pożegnał.



Erich pali miasto, a po latach ogląda "Pianistę"



Od Ericha w Turyngii Romek usłyszał, że do Warszawy dotarł on po upadku Powstania 4 października 1944 roku. Miał osiemnaśœcie lat. Pracował w brygadzie, która przez osiem godzin dziennie chodziła z miotaczami ognia po ulicach i paliła ruiny.



Dziwił się, że mieli palić to, co już było spalone. Do tego benzyna była do niczego i kamienice nie chciały zajmować się ogniem. Po pracy wracali na Mokotów, gdzie mieszkali w kilkuosobowych pokojach. Czuli się bezpieczni, bo bramy wjazdowej do niemieckiej cz궜ci miasta pilnowało 50 niemieckich żołnierzy.



Ale codziennie pili spirytus. Jeden z kolegów nie mógł znieśœć tej roboty. Oblał się tym spirytusem i podpalił.



Kiedy obejrzał w telewizji "Pianistę" Romana Polańskiego, znów sobie o niej przypomniał. - Bo wcale nie było tak jak w filmie. W ruinach mieszkało dużo ludzi, a nie tylko Szpilman. Kilkuset na pewno - przekonuje. -Wychodzili w nocy. Widziałem ich, bo zapuśœciliśœmy się kilka razy w ruiny. Z ciekawośœci. Patrzyliśœmy, jak wyciągają z piwnic spieczone kartofle. Nie było rozkazów, by do nich strzelać - opowiada Erich.



Wstydzi się za to, co wówczas nazywał fajną zabawą. - Zrujnowaliśœmy miasto. Przykro mi - uśœmiecha się i rozkłada ręce. - Chce pan jeszcze herbaty? - dopytuje się. Romek dziękuje.



Dieter ma dyplomy za celnośœć i kolekcję pocztówek



- Pierwszego dnia każdego miesiąca braliśœmy o godz. 10 żołd. 1 sierpnia był dla nas nieprzyjemnym dniem na atak, bo o godz. 17 to byliśœmy przynajmniej lekko pijani - twierdzi Dieter. Romek pojechał do niego pod Berlin. Ale Niemiec nie chciał wiele mówić. Był snajperem w okolicach pl. Teatralnego. Nie powie, ile razy trafił, ale w pokoju na śœcianie ma dyplomy zdobyte przed wojną za celnośœć. Jest niemiły, mamrocze pod nosem, wzrusza ramionami. Chyba dlatego, że powstańcy zabili siedmiu jego kolegów. - Szliśœmy w ośœmiu, a oni wyszli na nas w niemieckich mundurach. Zaczęli strzelać dopiero, gdy byliśœmy na wyciągnięcie ręki. Uciekłem. Uszedłem z życiem z tej wojny - mówi.



Kiedy Romek chce wiedzieć, czy Dieter ma jakieśœ pamiątki z Warszawy, ten nerwowo otwiera szuflady i przerzuca zawartośœć każdej. Jakieśœ kartki spadają na podłogę. - Jak się walczy o życie, to się nie myśœli o pamiątkach - denerwuje się, trzymając w ręce pocztówki w papierowej obwolucie. - Masz, przekaż do celów historycznych, to nie ma dla mnie wartośœci. Było w tej serii 12, ale wysłałem cztery znajomym. Do widzenia - uciął.



Na ośœmiu pocztówkach ruiny Warszawy: pl. Krasińskich, ul. Królewska, pl. Piłsudskiego, Nowy ŒŚwiat, Krakowskie Przedmieśœcie i Wierzbowa. Ruiny i zgliszcza. Na jednej kartce podpisanej "głód" ludzie pochyleni nad ciałem konia próbują odkroić trochę mięsa. To jedyna seria z ruinami Warszawy, jaka ukazała się w czasie wojny.



- Nie sądzę, że ten Niemiec, przekazując mi ją, chciał spłacić jakiśœ dług wobec historii. On po prostu chciał się mnie jak najszybciej pozbyć - uważa Romek.



JĂźrgen pali fajkę i wspomina warszawskie restauracje



Spotkania z Niemcami walczącymi w Powstaniu Warszawskim zajęły Romkowi sześœć kolejnych weekendów. Ostatnie zaplanował na Monachium. Jechał tam bez wiary, w poczuciu bezsensu. - Nikt nic właśœciwie wcześœniej nie chciał mówić. Spotykałem wiekowych mężczyzn, którzy błądzili w swoich wspomnieniach. JĂźrgen był najstarszy z nich, miał 102 lata, więc nie spodziewałem się, że powie cośœ, co będzie miało wartośœć historyczną czy chociażby emocjonalną. Że pomoże mi zrozumieć tamtych Niemców. Rozmowa z nim była dla mnie surrealistycznym dośœwiadczeniem, czułem się, jakbym się znalazł w wierszu o esesmanie, który delektuje się herbatą w jedynej filiżance ocalonej z Drezna, albo na kartkach książki - opowiada Romek.



JĂźrgen przyjął go w bibliotece. Na podłodze dębowa mozaika, na jednym stoliku mahoniowy barek w formie globusu, na drugim podgrzewany imbryk z pomarańczową herbatą.



Na całą śœcianę regał na książki z przedwojennymi wydaniami Goethego, Schillera, z atlasami geograficznymi. Pod oknem ogromne masywne biurko. Ale Niemiec nie siedzi za nim, tylko w fotelu przed dymiącym imbrykiem. W koszuli i w kamizelce. Romek w T-shircie czuje się nieswojo w tym burżuazyjnym pokoju. Nabiera pewnośœci, kiedy zauważa na stopach staruszka przydeptane kapcie.



JĂźrgenowi nie drży dłoń, kiedy zapala fajkę i kiedy dolewa Romkowi aromatycznej herbaty.



W Warszawie był kilkakrotnie. Przez trzy lata spędzał w mieśœcie wolne dni. Z Poznania, gdzie stacjonował, jego koledzy jeździli nad morze. On chodził z aparatem fotograficznym ulicami Warszawy.



-W mieśœcie była psychoza. Ludzie bali się Niemców, nie chcieli pozować do zdjęć. Kiedy zaczynałem fotografować Polaków, nagle wokół mnie powstawała wolna przestrzeń. Budynek i nic więcej. W Krakowie było zupełnie inaczej, tam nie mieli strachu i robili mi zdjęcia, kiedy ich poprosiłem - opowiada JĂźrgen.



JĂźrgen pokazuje zdjęcia i opowiada o wojnie



Zdjęcia z Krakowa przepadły, kiedy JĂźrgen ewakuował się z Poznania. Z 20 walizek, które wówczas spakował, ocalały w zawierusze cztery. Stracił fotografie, które robił w warszawskim getcie, w Gdyni, Gdańsku i w Łodzi.



Romek jakośœ nie umie się wzruszyć tą stratą wysokiego oficera Wermachtu. I kiedy ten prosi go, by podał z biblioteki kremowy album fotograficzny, to zanim Romek przeczyta na jego okładce "Reise nach Warschau", zauważy "Mein Kampf" z 1939 roku.



- Aż się wzdrygnąłem na jego widok, ale zaraz potem to mnie wgniotło w fotel -wspomina Romek.



JĂźrgen wziął w ręce pamiętnik dokumentujący jego pierwszy pobyt w Warszawie 1 i 2 sierpnia 1941 roku. Każda fotografia szczegółowo opisana, niektóre z osobistymi komentarzami.



Przeglądał kartka po kartce. Mosty, Pałac Saskich, dworzec, jego portret na tle ruin na ul. Wierzbowej, kilka fotografii z getta, przy których JĂźrgen podnosi głos.



- Żydzi uważają się za ofiary wojny, ale nie są ofiarami, tylko sprawcami! - irytuje się. I opowiada, jak przed wojną Żyd oszukał jego ojca przy transakcji kupna mieszkania.



- JĂźrgen mówi tak głośœno, że w drzwiach pokoju staje jego wnuk, by sprawdzić, co się stało. I zostaje już oparty o framugę, kiedy dziadek znów opowiada.



Romek płaci 250 euro i dostaje album



Romek stara się zmienić temat. Wracają do Powstania, które zastało JĂźrgena w Warszawie. Pracował w administracji w budynku na Krakowskim Przedmieśœciu, ale w ciągu trzech tygodni, jakie spędził w Warszawie, raz tylko 1 sierpnia widział młodych ludzi z biało-czerwonymi opaskami na ramionach.



- Nigdy nie wychodziłem na ulicę w mundurze, choć chodzenie w cywilu było kategorycznie zabronione. I nie nosiłem ze sobą broni. Nikt przez to nie zwracał na mnie uwagi. Bo bałem się, ale najmniej wtedy, gdy w oddali słyszałem strzały. Wiedziałem, że skoro walki toczą się gdzieśœ tam, to ja jestem bezpieczny - opowiada.



- Ale Polacy byli barbarzyńcami. Syn mego kolegi zginął w Powstaniu. Jego ciało znaleziono nagie, całkowicie nagie! Jak można było tak go pozbawić intymnośœci - JĂźrgen znów podniósł głos, a Romek myśœli wtedy o więźniach Auschwitz i opolskich Żydach wywiezionych do czeskiego Terezina.



- Nie wdawałem się w dyskusje, bo chciałem poznać jego punkt widzenia. Nie chciałem go przekonywać, nawracać, bo ten człowiek przeżył 102 lata i nie sądzę, by u kresu życia zmienił zdanie - mówi Romek.



Poprosił o dolanie herbaty. JĂźrgenowi nawet nie zadrżała ręka. Wstał i podszedł do okna. Pykał fajkę, wnuk stał bez ruchu w drzwiach. W tej ciszy Romek zaproponował, że kupi album. Mógł zapłacić 250 euro, na co JĂźrgen przystał, choć wnuk uważał, że fotografie są warte 150 euro więcej.



- Jeśœli użyjesz tego do celów historycznych, to sprzedam ci taniej - zakończył.



I otworzył szufladę biurka, z której wyciągnął pełne wciąż opakowanie Pierników Warszawskich z 1941 roku, orła z rozpostartymi skrzydłami z niemieckim napisem "Pamiątka z Warszawy" i pięć jadłospisów z warszawskich restauracji. -Wróciłbym do Warszawy, bo tam było wspaniałe jedzenie -wyznał i spojrzał na zegarek. Minęły trzy godziny. JĂźrgen zgasił fajkę. Powiedział, że jest zmęczony.



Romek nosi album przy sobie



Romek nosi album i widokówki przy sobie w niewielkim plecaczku. Zabiera go do pracy w firmie kurierskiej i do znajomych. Z każdym dniem kartki stają się luźniejsze.



- Co z tym zrobić? - zastanawia się. W końcu obiecał JĂźrgenowi, że wykorzysta go do celów historycznych. Lokalny wydawca byłby gotów go wydać, ale nie w tym roku.



Do Romka dzwonią już kolekcjonerzy, proponując odkupienie zbioru za kilka tysięcy złotych.



- Raczej nie sprzedam, ale chciałbym, aby ktośœ się nim profesjonalnie zajął. Ja nie jestem historykiem - zauważa.



Roman za wszystko, co może oszczędzić, kupuje stare widokówki i fotografie Warszawy, dla niego "miasta, które pachnie tragedią". Ma ich 250. I marzy, by osiągnąć w życiu cośœ, co sprawi, że pozostawi po sobie ważne śœwiadectwo. Może cośœ odkryje? Może napisze? I tak o tym rozmyśœla w samotnośœci, bo ta dziewczyna, od której dostał książkę o Powstaniu, to od niego odeszła.



Źródło: Gazeta Wyborcza, 16.01.2008

http://www.gazetawyborcza.pl/1,85414,4843231.html
 
 
orderek 
zastępca komendanta plutonu



Dołączył: 25 Wrz 2007
Posty: 926
Skąd: INOWROCŁAW
Wysłany: Czw 17 Sty, 2008 19:47   

ciekawa historyjka tyko zastanawia mnie ile w niej prawdy i jak przedstawial sie Romek niemcom ze tak chetnie z nim rozmawiali?
 
 
Zbych
szeregowy



Dołączył: 25 Kwi 2007
Posty: 31
Skąd: TORUŃ
Wysłany: Czw 31 Sty, 2008 21:10   

Tak czy inaczej krzywda wyrządzona ,, im'' wygląda inaczej niż odwrotnie. Troche smutne - nie???
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Kopiowanie wszelkich treści zawartych na forum bez zgody administracji i autorów tematów/postów zabronione!

Administracja forum nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy - są one własnością ich autorów.