FORUM OCALIĆ OD ZAPOMNIENIA Strona Główna FORUM OCALIĆ OD ZAPOMNIENIA
ROK ZAŁ. 2006

www.stowarzyszeniebastion.com

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat

Tagi tematu: lotnicy, morscy, zapomniani

Zapomniani morscy lotnicy
Autor Wiadomość
Magda
starszy drużynowy



Dołączył: 25 Wrz 2007
Posty: 216
Skąd: Inowrocław
Wysłany: Nie 16 Mar, 2008 20:51   Zapomniani morscy lotnicy

O tym, że polscy lotnicy nie cieszą się szacunkiem w Wielkiej Brytanii, o którą walczyli, trąbi się od kilkudziesięciu lat. Ale o tym, że ani polscy piloci, ani ich samoloty nie zasługują na szacunek w Polsce, wiemy od niedawna...





Atak o śœwicie



Słońce wznosiło się nad horyzontem na skrawku helskiej plaży, gdy nad półwyspem pojawiły się stukasy z czarnymi krzyżami na skrzydłach. Polska obrona helskiej kosy zamarła.



To był poranek 8 wrześœnia 1939 roku. Przy brzegu od strony Zatoki Puckiej - tam, gdzie teraz mieśœci się ośœrodek wypoczynkowy prezydenta RP w Jastarni, kołysały się zakotwiczone na płytkiej wodzie wodnosamoloty Morskiego Dywizjonu Lotniczego. Niemieckie Junkersy zanurkowały. Wycie ich silników przerwały grzmoty eksplozji bomb, które zostały zrzucone na Hel.



Na nic się zdał ogień artylerii przeciwlotniczej. Stukasy zawróciły i gdy leciały tuż nad wodą, ich karabiny maszynowe rozsiekały resztki polskich samolotów. Polacy zniszczyli to, co zostało po nalocie, i zatopili swoje maszyny. Koniec obrony Helu był bliski.



Dlaczego Niemcy zbombardowali helskie kotwicowisko? Skąd wziął się pomysł nalotu na starannie zamaskowane wodnosamoloty, skoro tuż obok mieśœcił się sztab dowództwa obrony Helu? Co sprawiło, że z taką zaciekłośœcią zaatakowali Morski Dywizjon Lotniczy?



Szczątki



W listopadzie ubiegłego roku lokalne media na Wybrzeżu obiegła wieśœć o nieudolnych eksploratorach wydobywających fragmenty starych samolotów z dna Zatoki Puckiej. Spod wody wyciągano blachy, elementy konstrukcyjne, fragmenty silników.



Proceder niszczenia i grabienia pamiątek po MDL trwa nie od dzisiaj. Każdy, kto popłynie w okolicach helskiej kosy, zauważy, że pod płytką wodą kryją się pamiątki z czasów drugiej wojny śœwiatowej. Wraki okrętów, zatopione samochody pancerne, szczątki samolotów. To pobudza wyobraźnię.



- Byłem tam kilka razy i widziałem pływaki wodnosamolotów leżące w piasku na dnie - mówi Mariusz Konarski, historyk, archeolog lotniczy, dziennikarz. - Parę razy próbowałem zainteresować sprawą Muzeum Marynarki Wojennej. Bez skutku. Jeśœli nic się nie zrobi, to rozgrabią to pseudoeksploratorzy - poszukiwacze skarbów, które potem sprzedaje się na Jarmarku Dominikańskim.

- Wystarczy tam podpłynąć na desce i można dojrzeć jakieśœ aluminiowe poskręcane kawałki blachy - mówi amator windsurfingu z Warszawy odwiedzający Juratę od trzech lat. - Tam cośœ musi być.



Polacy bombardują Gdańsk



Jest 7 wrześœnia 1939 roku. Nad ogarniętym wojennym zgiełkiem Półwyspem Helskim zapada zmierzch. Cichnie artyleryjska kanonada, milkną odgłosy strzałów i jazgot karabinów maszynowych. Na spokojnych wodach Zatoki Puckiej tuż przy brzegu pojawia się sylwetka wiosłowej łodzi z trzema ludźmi na pokładzie. Dwaj lotnicy i mechanik zmierzają do zakotwiczonego nieopodal wodnosamolotu R-XIII. Po chwili zaczyna się krzątanina przy samolocie - silnik strzela spalinami i rozrywa wieczorną ciszę swoim rykiem. Powoli nabiera obrotów. Po kilku minutach samolot sunie po falach i wznosi się w powietrze. Obciążona bombami maszyna mozolnie wspina się na wysokośœć 1800 metrów. Przez kilkadziesiąt minut lotnicy kluczą nad wodą, by zmylić niemiecką obronę przeciwlotniczą i okręty Kriegsmarine grasujące na Bałtyku.



Za sterami samolotu siedzi pilot por. Józef Rudzki. Dowódcą jest obserwator por. Zdzisław Juszczakiewicz (oficer polskiego wywiadu wojskowego, "dwójki"). Zadanie, jakie wyznaczyli im dowódcy, brzmiało: "rozpoznać baseny portu gdańskiego, ustalić pozycję okrętu liniowego "Schleswig Holstein" i zbombardować go".



Okazało się, że niemiecki pancernik już nie cumuje w miejscu, z którego ostrzeliwał Westerplatte, a walki w obronie tego polskiego przyczółka w Gdańsku ucichły. Piloci postanowili jednak zrobić użytek z bomb podwieszonych pod skrzydłami "era". Z relacji Andrzeja Olejki, autora książek o historii polskiego lotnictwa wojskowego: Lecąc na wysokośœci 400 m nad Gdańskiem, lotnicy dojrzeli w rejonie obserwowanej ul. Grunwaldzkiej duże skupisko śœwiateł, jak gdyby pochodni. Była to nocna parada zorganizowana przez hitlerowców. Pilot por. J. Rudzki obniżył lot prawie nad same dachy domów i skierował samolot wzdłuż ulicy. Gdy wodnopłatowiec znalazł się nad śœrodkiem pochodu, pilot jednym ruchem zwolnił ładunek 6 bomb 12,5 kg, a w czasie drugiego nalotu por. obs. Z. Juszczakiewicz otworzył ogień.



Znad Gdańska samolot doleciał do Helu kwadrans przed północą. Szcz궜liwie wylądował. Lotnicy zakotwiczyli maszynę i tą samą łódką, którą dopłynęli dwie godziny wcześœniej do "era", wrócili na brzeg.



Desperacki atak polskiego samolotu na defiladę z okazji pokonania obrońców Westrplatte przeszedł bez echa w gdańskiej prasie tamtych czasów. Nie ma o nim najmniejszej wzmianki. Polacy także nie nagłaśœniali tego wyczynu. Chodziło o to, by nie narazić na niebezpieczeństwo jego głównych bohaterów. Porucznik Rudzki, nawet gdy był w obozie jenieckim, nie mówił o tym wydarzeniu, podobnie jak jego towarzysz broni, porucznik Juszczakiewicz. W oflagu roiło się od konfidentów Abwehry, więc trzeba było uważać na to, co się mówi.



Krajobraz po bitwie



Zemsta Niemców przyszła następnego dnia rano. Kiedy niemieckie stukasy rankiem 8 wrześœnia zrobiły swoje i odleciały po zbombardowaniu polskiego dywizjonu, wraki wodnosamolotów kołysały się żałośœnie na wodach Zatoki. Trzeba było je dobić, by nie dostały się w ręce wroga.



Zadanie to otrzymał bosman mech. J. Bartlewski. Wraz z dwoma marynarzami pojechał w rejon kotwicowiska i pod ogniem niemieckich samolotów niszczył polski sprzęt. Z potrzaskanych konstrukcji powyciągano cenniejsze wyposażenie, wraki odkotwiczano i z wiatrem puszczano na wody Zatoki Gdańskiej, gdzie potonęły. Jeden R-VIII podpalono, wraków nie podpalano - z relacji żołnierza MDL spisanej przez Andrzeja Olejkę. Jednak zatopione wraki śœciągały nadal naloty niemieckich bombowców, dlatego też na rozkaz dowódcy 2 MDALP te, które jeszcze były widoczne, doszczętnie zniszczono. Po tragicznym nalocie z 8 IX Morski Dywizjon Lotniczy przestał istnieć.



Piloci próbowali uciec do Szwecji - niektórym się udało. Pilot ppor. Edward Jereczek wraz z oficerem Morskiego Pułku Strzelców, dziennikarzem Tadeuszem Nowackim, po brawurowym locie dotarł do miasta Visby na Gotlandii, gdzie wylądował na placu ćwiczeń tamtejszego garnizonu Szwedzkiej Armii Królewskiej. Został odstawiony do Sztokholmu - stamtąd trafił do Newcastle, a potem do Londynu. Tam doceniono jego lotniczy talent. Walczył w bitwie o Anglię w 43. Dywizjonie Royal Air Force. Był też instruktorem pilotażu w szkole pilotów w Hucknall.



Nie wszyscy lotnicy MDL mieli takie szcz궜cie. 17 wrześœnia wystartował z Gdyni Obłuża R-XIII pilotowany przez mata Stanisława Czerwońskiego. Pułkownik Dąbek rozkazał mu dolecieć do Warszawy i przekazać meldunek z dowództwa obrony wybrzeża. Pięć minut po starcie silnik samolotu przestał pracować. Maszyna zwaliła się na ziemię. Pilot zginął.



Historia Morskiego Dywizjonu Lotniczego w Pucku to historia tragiczna. Jednostka, która wsławiła się lotami wywiadowczymi nad Prusami w przededniu wojny i wykształciła wielu wybitnych pilotów, została kompletnie zniszczona w ciągu pierwszych dziesięciu dni kampanii wrześœniowej. Personel naziemny - mechanicy, podoficerowie i zwykli marynarze - bronili Helu do końca, do 2 października.



Wędrując po sosnowych lasach na Helu, można trafić na śœlady wojennych zmagań sprzed prawie siedemdziesięciu lat. Okopy, bunkry, betonowe stanowiska dział przeciwlotniczych. Można też wędrować pod wodą - Zatoka Pucka jest wyjątkowo płytka i nawet domorosły nurek może penetrować jej dno. Szkoda tylko, że amatorzy przygód i podwodnych skarbów nie szanują pamiątek historii polskiego wojska. Szkoda, że tymi pamiątkami nie interesuje się Muzeum Wojska Polskiego. Szkoda, że bezmyśœlnie depczemy śœlady naszej historii.





Tomasz Zając









źródło: http://wiadomosci.o2.pl/?s=512&t=10676#more
 
 
 
Krawiec 
komendant plutonu



Dołączył: 20 Mar 2006
Posty: 1163
Wysłany: Pon 17 Mar, 2008 00:42   

sa pieniazki na śœwiatynie a nie ma np na kawalek naszej historii!Polscy piloci w czasie II w.śœ. uznawani byli za jednych z najlepszych na śœwiecie.



dzisiejsza wiadomosc http://fakty.interia.pl/s...wnika,1076596,4
 
 
aldek1944
zastępca komendanta plutonu


Dołączył: 25 Mar 2006
Posty: 962
Wysłany: Pon 17 Mar, 2008 20:53   

Krawiec napisał/a:
sa pieniazki na śœwiatynie a nie ma np na kawalek naszej historii!Polscy piloci w czasie II w.śœ. uznawani byli za jednych z najlepszych na śœwiecie.

To fakt,nie liczac Luftwaffe :D



dzisiejsza wiadomosc http://fakty.interia.pl/s...wnika,1076596,4
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Kopiowanie wszelkich treści zawartych na forum bez zgody administracji i autorów tematów/postów zabronione!

Administracja forum nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy - są one własnością ich autorów.